BLOG

Lorem ipsum, or lipsum as it is sometimes known, is dummy text used in laying out print, graphic or web designs.

The passage is attributed to an unknown typesetter in the 15th century who is thought to have scrambled parts of Cicero's De Finibus Bonorum et Malorum for use in a type specimen book. It usually begins with:

Wyspy mają coś w sobie…

Dlaczego wyspa?

Coś mnie ciągnęło na wyspy od zawsze. Mimo mojej rybofobii, którą pielęgnuję zarówno na Mazurach, po rekinofobię na każdym większym niż Mazury akwenie.

Ale wiadomo, że w wyspach coś jest.. Wyspa to często miejsce ucieczki, wypoczynku, oderwania się od rzeczywistości, resetu. Miejsce, gdzie łatwo jest spojrzeć na horyzont i oszacować jego bezkres. Na wyspie jesteśmy jakoś bliżej nieba i o niebo łatwiej możemy poczuć naszą przemijalność oraz to jak mali jesteśmy wobec nieskończoności świata. Łatwiej złapać  inną perspektywę i spojrzeć przez nią na nasze mrówcze życie na lądzie.

Siedząc któregoś wieczora na tarasie w apartamencie La casa de Teresa, olśniło mnie. Nagle bardzo wyraźnie zobaczyłam o co chodzi, a raczej o co nie powinno chodzić w moim życiu. To było tak jasne, tak oczywiste i tak mocne, że zostało we mnie do tej pory. To olśnienie nie wzięło się jednak znikąd…

Na drugą falę pandemii polecieliśmy na Teneryfę na 10 dni, a zostaliśmy 4 miesiące, bo włączyli zdalną naukę, a my kombinowaliśmy jak się dało, żeby móc skorzystać z tej szansy jednej na milion. I tak po jakichś 2 miesiącach pobytu na totalnie pustej od turystów wyspie, z pozamykanymi w większości knajpami i hotelami, z plażą którą czasem dzieliłam rano tylko z ptakami, z kortem tenisowym pod nosem, ze świeżym powietrzem, ciepłymi nocami, ale i pracą zdalną i całym mnóstwem codziennych mniejszych lub większych problemów do ogarnięcia, stwierdziłam: Tu da się żyć na stałe, to jest tylko nasz wybór i potem jego konsekwencje. Ale da się.

Wcześniej traktowałam wyspę jako odskocznię na tydzień, góra 2 tygodnie. Nie myślałam nigdy o niej jak o miejscu do mieszkania na stałe.

Wyraźnie poczułam różnice między życiem jakie prowadzę w Warszawie i życiem tam. W Warszawie pracuję, odwożę dzieci, ciągle biegnę, ciągle za mało na wszystko czasu i pieniędzy, więc biegnę dalej, reklamy krzyczą, sąsiad kupił i ma, więc kupuję i ja, wikłam się w coraz więcej zobowiązań, coraz większe oczekiwania, jem w biegu, więc tyję, a potem muszę jeszcze znaleźć czas i wydać pieniądze na jakiś fitness, wychodzę do ludzi, więc muszę wyglądać, a tam sezonowość ubrań i kolekcje specjalnie w innych kolorach co i rusz i buty zimowe z zeszłego sezonu, sorry, ale już mają nie te czubki, więc do sklepu, a co ze starymi-wyrzut sumienia. Praca, ogarnianie domu, sport, czasem spotkania ze znajomymi, a wieczorem zgon.

W między czasie trzeba ogarnąć wyjazd na ferie, wakacje, żeby dzieci coś zobaczyły, zarobić na wakacje, żeby być pod palmą przez tydzień. Presja jest duża, a ja już przed pandemią byłam na skraju wyczerpania.

Życie jakiego doświadczyłam w pandemii wyglądało zgoła inaczej.

Przyjechaliśmy na 10dni, wiec rzeczy dużo nie mieliśmy wcale ze sobą. Przez te 4 miesiące kupiłam kilka koszulek w Benetton outlet za 10eur w sumie i szorty. Chodziłam ciągle w klapkach, bo pogoda klapkowa jest codziennie, niezależnie od pory roku. Dzieci rozwozić nigdzie nie musiałam, bo wszystko miały pod nosem, no w zasięgu z buta. Angielski i hiszpański z sąsiadami, tenis obok, skatepark, basen jeszcze bliżej. Market 5 min od apartamentu, a gotowanie na Teneryfie stało się przyjemnością. Bez biegu, bez presji, po pracy na plażę, rano pobiegać, czemu nie. Zdrowo, miło i non stop słońce. Nareszcie nie musiałam zarabiać milionów na 7 dni pod palmą.

I powiecie: taaak. To była pandemia. Ale po pandemii, jak turyści są, wcale nie jest inaczej. Serio nie trzeba wyglądać, bo wszyscy mają to gdzieś. Ludzie na wakacjach z reguły są uśmiechnięci i dobrze nastawieni do świata, więc nie szturchają cię ciągle swoimi pretensjami, nie dźgają wzrokiem moherowych bab, bo na berety za ciepło. Turyści przyjeżdżają przeważnie na 7 dni, więc anonimowość, którą ja sobie bardzo cenię, jest w pełni zachowana. Wielokulturowość i wielojęzyczność – zawsze uwielbiałam i jest. Plaża za darmo-jest. Słońce za darmo-jest. Podwyżki za energię – nie za bardzo dotyczą, polityczne niesnaski i nuklearne zagrożenia – jakkolwiek zawieje teraz ignorancją – nie dotyczą. Oczywiście możesz się zacząć interesować polityką Hiszpanii, ale jakoś mi nie po drodze było.

Znudzi Ci się plaża – jedziesz do lasu, zatęsknisz za chłodem – jedziesz w góry, wszystko masz w zasięgu ręki.

Ale tubylcy oczywiście przestrzegają: Magdalena – wyspa to wyspa, znudzi Ci się, nie wsiądziesz w samochód, nie pojedziesz przed siebie. Jak chcesz gdzieś wyjechać to tylko z tą walizką o wymiarach 40x50x30. Zobaczysz przyjdzie znużenie i poczucie zamknięcia, zatęsknisz za lądem…

I ja od tej chwili tak bardzo chcę zatęsknić za lądem. To jest moje marzenie i cel: Mieć możliwość zatęsknienia za tym lądowym pędem. Wyspo, proszę Cię, pozwól mi, chcę poczuć tę tęsknotę!