BLOG

Lorem ipsum, or lipsum as it is sometimes known, is dummy text used in laying out print, graphic or web designs.

The passage is attributed to an unknown typesetter in the 15th century who is thought to have scrambled parts of Cicero's De Finibus Bonorum et Malorum for use in a type specimen book. It usually begins with:

Druga strona wyspy: mañana, czyli wyspiarskie wyjebongo ;)

Potwierdzam, że mañana jest i to na grubo. Spróbuj załatwić coś w banku od ręki. Banki otwarte są do 14.00, bo potem są zamknięte – ważne bankowe sprawy, nie wnikaj.

Urzędy-hmmm. To samo. W urzędach karteczki – nie znasz urzędowego hiszpańskiego – przyjdź z tłumaczem, nie będziemy tracić naszego cennego czasu, bo kończymy już za momencik. Ale uśmiechnij się, nie załatwisz dziś, to załatwisz za miesiąc. Może…

Usługi to koszmar. Drzwi od szafy wymieniają nam już 4-ty miesiąc. Naprawdę. Przepraszamy, ale byliśmy zajęci. Mieliśmy duuużo pracy, aż 3 zamówienia w jednym miesiącu, wskazany czas na regenerację to pewnie kolejny miesiąc. A potem święta, po świętach karnawał. W karnawale nic nie załatwisz, bo wszyscy imprezują. Magdalena, mówi pan w biurze księgowym, jest przecież karnawał! A karnawał na wyspie moi drodzy trwa 3 tygodnie…

Na początku, my ludzie sprinterskich biegów przełajowych przez wszystkie możliwe życiowe problemy, dostajemy szału. Denerwujemy się i  w głowie nam się nie mieści, że tak można. Walczymy z tym, pouczamy ich, pokazujemy wszystkie twarze naszych frustracji i … nic. Po jakimś czasie jednak przyzwyczajamy się do tego i albo przeznaczamy  na daną załatwienie sprawy 3x więcej czasu niż potrzeba, albo jej po prostu nie załatwiamy i czekamy co się stanie. Bo ile możesz się denerwować, jak wszyscy dookoła mówią ci z uśmiechem „tranquilla, no pasa nada”. No głupio. A ty ciągle swoje?

A zresztą wiesz o ile przyjemniej się nie denerwować i dać się porwać tej wszechobecnej mañanie? Zaufaj wyspiarzom. Nie czeka cię nic lepszego niż odkrycie tego, że tak naprawdę to NO PASA NADA jak dostaniesz ten papierek za tydzień, a teraz odpoczniesz. Po co się tak dąsać?

Zanim tego doznasz jedziesz na przykład samochodem, śpieszysz się, wiadomo, masz to w genach, nieważne, czy naprawdę ci się spieszy, czy w ogóle nie. Uliczka jednokierunkowa i korek. Znaczy ze 3 samochody przed tobą stoją. Pewnie się zepsuł ten pierwszy, cholera jasna. Wysiadam, jako pasażer mogę. Idę sprawdzić bo przecież nam się śpieszy-nieśpieszy. O patrz, kierowca spotkał sąsiada. Otworzył okno i ucina sobie z nim pogawędkę. Śmiechu co nie miara, a co u Jose, a jak tam mama? Wpadniecie wieczorem? Widziałeś, że w Mercadonnie remont?

Stoję oniemiała. Nikt w autach za nim się nie denerwuje, jeden kręci coś przy radio, drugi sam gada przez telefon. Na luzie. Za to co się dzieje w czwartym samochodzie. Strach wsiąść z powrotem. „ i co? I co?! A nic kochanie, kurczak na grilla, wino przyniesie Pedro, a w Mercadonnie remonty”.

I co się stało? No nic. Uczysz się życia na nowo. Gorzej jak się przyzwyczaisz i ci się spodoba i wracasz potem do domu, bo tam naprawdę wszyscy się śpieszą, bo każdy ma NAPRAWDĘ swój najważniejszy na świecie powód. I musisz się uczyć życia na nowo i to w expressowym tempie.

Anna Filipecka napisała kiedyś o Wyspach Kanaryjskich dla Przekroju świetny artykuł „Wyspy Szczęśliwe smutkiem podszyte” i tam ładnie streszcza dywagacje z książki Bajona, skąd u wyspiarzy to całe słodkie wyjebongo. Czy im nie zależy, bo są leniwi, czy po prostu nie widzą sensu i nie wierzą w swoją sprawczość:

Kanary znane są w literaturze jako „wyspy szczęśliwe”. Mniej lub bardziej świadomie, my, ludzie północy, wiecznie niedogrzani, przyjęliśmy taką wizję archipelagu za pewnik. Funkcjonuje w naszych umysłach jako wakacyjna beztroska, podczas gdy tak naprawdę to ziemia pogranicza. Trochę Europa, ale jednak Afryka. Niby Hiszpania, ale każdy tubylec powie, że jest przede wszystkim Kanaryjczykiem. Kanary przez wiele stuleci funkcjonowały dosłownie jako koniec świata. Tutaj sięgały starożytne mapy, dalej rozciągała się tajemnicza pustka. To stąd Kolumb wyprawiał się na podbój Nowego Świata i tutaj zawijały statki po powrocie z wypraw. Bajon zwraca uwagę na przełożenie tego niezdefiniowania przynależności wysp na ich metafizykę, którą charakteryzuje „statyczne pogrążenie w czasie”, z której z kolei wynika wieczna tymczasowość i prowizoryczność. W łeb bierze tu mit self-made mana: na wyspie o losie ludzkim decyduje natura, ewentualnie „świat zewnętrzny”, nigdy wyspiarz. Stąd brak wiary Kanaryjczyków we własną siłę sprawczą i, co za tym idzie, powszechna „bylejakość”.

Tak jak my mamy w genach pośpiech i to poczucie sprawczości „jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz”, tak oni mają odwrotnie.

Niby ani lepiej ani gorzej, bo każdy kij ma dwa końce, się wie. Jednak patrząc na to, co kortyzol robi z naszymi organizmami, to my chyba dążymy do autodestrukcji.