Jeśli reinkarnacja to żaden fake, a ja mogłabym wybrać moje przyszłe wcielenie, to jestem już zdecydowana na bezpańskiego kota na Teneryfie. Zaklepuję! Serio chciałabym nim być i mieszkać najlepiej w takim kompleksie jak Malibu Park. I to byłoby życie idealne, wiem, bo obserwuję od lat jednego takiego rudego i drugiego czarno-białego.
Do Malibu nie wpuszczają psów, więc mogłabym się wylegiwać bezstresowo w dowolnym miejscu.
Do dyspozycji każdego dnia miałabym setki tarasów – codziennie mogłabym zwiedzać inny. Łóżko na tarasie – ok.,czemu nie? Miękka sofa ze świeżo upranymi poduchami, tam bujany fotel, leżaczek, jeszcze gdzie indziej jakiś hamaczek z widokiem na ocean.
Do tego bezpradonowo mogłabym zaglądać ludziom do ich domów, poobserwować jak żyją, popatrzeć co robią, co czytają, co jedzą, posłuchać trochę rozmów, wyznań miłosnych i pikantnych kłótni.
Nie musiałabym gotować, ani stać w żadnych kolejkach do sklepów, ani szukać miejsca parkingowego pod sklepem, ani nawet marnować czasu na myślenie o tym co ugotować lub zjeść, bo jedzenie podrzucałby mi każdy, a wody miałabym cały basen.
Żadnego zmywania, sprzątania kłaczków, nawet tych po sobie.
Wygrzewałabym się na słońcu bez natrętnych myśli o tych wszystkich słowach zaczynających się jakimś dziwnym trafem, na co wpadłam właśnie w tej chwili i wprawia mnie to właśnie w zdumienie, na literę p: podatkach, putinie, pieniądzach, pracy, problemach, przyszłości, przeszłości, , postępowaniu co poniektórych, pandemii, popandemii, polityce, prokrastynacji, powikłaniach poudarowych, pamiętaniu pieprzonych passwordów do wszystkiego, profilaktyce prozdrowotnej czy o choćby planowaniu powypoczynkowego poniedziałku.
Bez tych stresów wszystkich olaboga co to będzie i jak ja dam radę w najprzeróżniejszych wariantach najrozmaitszych opcji problemowych. Bez planu działania aż do litery „z”. No jak?
No więc tak po prostu: Leżę, wstaję, przeciągam się, patrzę gdzie aktualnie się znajduję, ziewam, idę parę kroków powoli, siadam, kładę się znowu – trochę bardziej w cień, albo trochę bardziej w słońcu. Zamykam oczy, lekko kładę uszy po sobie.
Jakbym bardzo chciała być pogłaskana, to poszłabym do któregoś z głaskaczy – serio, dużo osób chce głaskać koty na wakacjach i mówić do nich w każdym języku świata.
Jakbym miała ochotę na zabawę to znalazłabym kawałek jakiegoś liścia albo ewentualnie nawet karalucha (na ulicy! Broń Bosz w Malibu -tam robią zbyt często dezynsekscje 😉)
Miałabym słońce codziennie, nie marzłabym nigdy, chodziłabym nago, nie doświadczając ani krzty wstydu. Obiecuję nie zrywać owoców z drzew zakazanych. W Malibu drzewa zakazane to bananowiec tudzież mango – pamiętajcie 😉
Poza tym to istny raj!


